
Czy prawo zawsze nadąża za zmianami społecznymi i rozwojem technologii? Jak podkreśla dr Agnieszka Sobieska – ekspertka naszej Uczelni – zrozumienie prawa wymaga spojrzenia nie tylko na przepisy, ale również na kulturę, zachowania społeczne i wartości, które wpływają na nasze postrzeganie rzeczywistości.
O swoich zainteresowaniach naukowych, niekonwencjonalnych metodach nauczania oraz kompetencjach przyszłych prawników dr Agnieszka Sobieska opowiada w wywiadzie, do którego lektury serdecznie zapraszamy.
Jak wyglądała Pani droga zawodowa i co sprawiło, że zainteresowała się Pani właśnie tą dziedziną? Czy był moment, który miał na to szczególny wpływ?
Moja naukowa fascynacja zaczęła się w podróży. W Indonezji, Uzbekistanie, Iranie, Maroku zobaczyłam coś, co bardzo mnie zaintrygowało: ta sama religia, a zupełnie różne znaczenia przypisywane strojowi muzułmanek. Nagle okazało się, że odpowiedź „bo islam” jest po prostu za łatwa. Trzeba było zapytać o kulturę, historię, politykę, społeczne oczekiwania i oczywiście prawo. I właśnie wtedy pojawiło się pytanie, które zostało ze mną na długo: dlaczego to, co dla jednych jest czymś zwyczajnym, prawo potrafi potraktować jako problem?
Wtedy zaczęło mnie fascynować pytanie: co właściwie silniej kształtuje to drugie – kultura prawo czy prawo kulturę? A kiedy później zaczęłam przyglądać się sytuacji muzułmanek w Europie, zobaczyłam, że kawałek materiału potrafi uruchomić debatę o wolności religii, autonomii kobiet, neutralności państwa, bezpieczeństwie i tożsamości.
I chyba właśnie wtedy odkryłam, co naprawdę fascynuje mnie w prawie – nie sam przepis, ale to, co dzieje się z nim, kiedy spotyka konkretnego człowieka. Gdzie trzeba zapytać nie tylko: Co mówi norma?”, ale też: „Dlaczego właśnie to uznaliśmy za normalne?”, „Kogo ta reguła chroni?” i „Kogo może wykluczać?”. Z tego wyrósł mój doktorat, ale też mój sposób myślenia o prawie w ogóle. Dlatego nigdy nie ciągnęło mnie do zamknięcia się w jednym kodeksie. Im bardziej mogę łączyć różne perspektywy, tym robi się ciekawiej. Prawo, kultura, religia, technologia, sztuka, społeczne zachowania – dla mnie te światy cały czas ze sobą rozmawiają.
Jakimi zagadnieniami zajmuje się Pani obecnie i które z nich uważa za najbardziej fascynujące?
Nadal bardzo mocno zajmują mnie prawa człowieka, dyskryminacja, wolność religii oraz problem neutralności. Coraz częściej przenoszę jednak te pytania również do świata nowych technologii: interesuje mnie etyka sztucznej inteligencji, dyskryminacja algorytmiczna i to, czy stare społeczne uprzedzenia potrafimy nieświadomie zapisać w kodzie.
Fascynuje mnie na przykład pytanie, co się dzieje, kiedy algorytm zaczyna rozpoznawać chustę muzułmańską jako określony marker religijny czy kulturowy – bo przecież wcześniej tego znaczenia musiał „nauczyć się” od ludzi. Albo dlaczego tatuaż na twarzy społecznie mówi nam coś zupełnie innego niż identyczny tatuaż na plecach. To są moje ulubione pytania – na początku brzmią trochę dziwnie, a po chwili okazuje się, że prowadzą wprost do problemów równości, wolności, władzy czy wykluczenia.
Bardzo bliska jest mi również antropologia prawa, czyli pytanie o relację między prawem a kulturą. Prawo można zmienić jednym aktem. Kulturę – raczej nie. Zmiana przepisu nie sprawia przecież, że następnego dnia znikają utrwalone wartości, zwyczaje czy sposoby myślenia. I odwrotnie – kultura potrafi wpływać na to, jakie prawo w ogóle jesteśmy gotowi zaakceptować. Dlatego fascynuje mnie przestrzeń pomiędzy „prawo mówi” a „ludzie robią”. Czy prawo rzeczywiście potrafi zmienić społeczeństwo? Kiedy to społeczeństwo wymusza zmianę prawa? I dlaczego czasem przepis zmienia się szybko, a rzeczywistość bardzo długo pozostaje taka sama?
Coraz więcej miejsca w mojej pracy zajmuje też edukacja poprzez sztukę i krytyczna świadomość kulturowa. Sztuka jest dla mnie trochę laboratorium ukrytych norm. Obraz potrafi czasem szybciej niż dwadzieścia stron tekstu pokazać stereotyp, wykluczenie, hierarchię czy mechanizm władzy. Interesuje mnie więc również to, czy o prawie można skutecznie uczyć przez obraz, ruch, doświadczenie i emocję – a nie tylko przez tekst.
Czego studenci mogą nauczyć się dzięki Pani doświadczeniu?
Chciałabym przede wszystkim, żeby nauczyli się nie ufać pierwszej oczywistej odpowiedzi. Prawo można oczywiście wykładać jako zestaw definicji, przepisów i wyjątków. Mnie bardziej interesuje moment, w którym student zaczyna pytać: „Ale dlaczego właśnie tak?”, „Czy ta reguła naprawdę działa tak samo wobec każdego?” albo moje ulubione: „A co się stanie, jeżeli zmienimy jeden element tej sytuacji?”.
Dlatego na moich zajęciach różne rzeczy mogą się wydarzyć. Możemy budować normę prawną z klocków LEGO, rozwiązywać escape room, pracować z obrazem, wycinać i układać elementy definicji legalnej, przeprowadzać eksperyment etyczny albo uczyć się w ruchu. I czasami rozdaję cukierki. Bo cukierek może być całkiem niezłym początkiem rozmowy o sprawiedliwości. Zwłaszcza kiedy nie wszyscy dostają tyle samo.
Nie chodzi mi jednak o to, żeby student pomyślał: „ale fajne zajęcia, bawiliśmy się LEGO”. Chcę, żeby najpierw coś zobaczył, poczuł albo uznał za niesprawiedliwe, a dopiero potem odkrył, że właśnie wszedł w środek problemu prawnego albo etycznego. Bardzo lubię ten moment: „Zaraz…, ale to nie jest fair”. Bo właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa rozmowa o równości, proporcjonalności, wolności czy konflikcie wartości. LEGO nie jest u mnie przerwą od prawa. Czasami jest sposobem, żeby prawo wreszcie zobaczyć.
Jeśli student po moich zajęciach potrafi spojrzeć na problem z kilku perspektyw, dobrze uzasadnić własne stanowisko, a nawet zakwestionować moje – uważam to za sukces. Nie zależy mi na studentach, którzy zawsze się ze mną zgadzają. Zdecydowanie bardziej cenię tych, którzy potrafią przekonująco pokazać mi, że mogę nie mieć racji.
Z jakiego projektu, badania lub publikacji jest Pani najbardziej dumna w swojej działalności i dlaczego?
Najbardziej związana jestem z doktoratem, ale nie dlatego, że uważam go za zamknięty etap. Wręcz przeciwnie – chyba właśnie dlatego, że on w ogóle nie chce się zamknąć.
Nauczył mnie, że najciekawsze badania zaczynają się często wtedy, kiedy odpowiedź „to oczywiste” zaczyna mnie drażnić. To wtedy pojawiają się pytania o to, kto tworzy normę, jak prawo radzi sobie z różnicą i czy to, co nazywamy neutralnością, rzeczywiście jest neutralne. Jedna chusta potrafi postawić przed prawem zaskakująco dużo pytań. I chyba najlepszym dowodem na znaczenie tego doktoratu jest to, że pytania, które wtedy sobie postawiłam, wracają dziś w zupełnie nowych kontekstach – kiedy zajmuję się sztuczną inteligencją, kulturą czy edukacją. Zmieniają się narzędzia i problemy, ale mój sposób patrzenia na prawo pozostaje bardzo podobny.
Jakie wyzwania występują obecnie w Pani dziedzinie i które z nich uważa Pani za szczególnie istotne?
Jednym z największych wyzwań jest dziś tempo zmian. Technologia rozwija się szybciej niż prawo, a prawo nie zawsze nadąża za pytaniami, które ta technologia przed nami stawia. W przypadku sztucznej inteligencji najbardziej niepokoi mnie pewien paradoks: im bardziej technicznie wygląda decyzja, tym łatwiej uznać ją za obiektywną. System coś policzył, model coś wskazał, algorytm kogoś zakwalifikował – więc pojawia się pokusa, żeby uznać, że „tak po prostu wyszło”. Tymczasem algorytm może powielać dokładnie te same stereotypy, nierówności i kulturowe założenia, które wcześniej funkcjonowały w społeczeństwie. Tyle że robi to szybciej, na większą skalę i często w sposób znacznie mniej widoczny.
Dlatego fascynuje mnie na przykład pytanie, co się dzieje, jeśli system zaczyna traktować chustę jako sygnał przynależności religijnej czy kulturowej. Bo przecież tego znaczenia nie wymyślił sam – nauczył się go od nas. W tym sensie nie jest aż tak odległy od człowieka, który sto lat wcześniej patrzył na ten sam strój i również przypisywał mu określone znaczenie. Zmienia się technologia. Nie zawsze zmieniają się nasze schematy myślenia.
I właśnie dlatego prawo źle znosi uproszczenia. Bo za każdym modelem kryją się jakieś założenia, a jego decyzje ostatecznie wpływają na czyjeś realne życie.
Jakie kompetencje lub sposób myślenia są dziś, Pani zdaniem, szczególnie ważne dla osób rozwijających się w tej dziedzinie?
Ciekawość, krytyczne myślenie i intelektualna pokora. Ale przede wszystkim umiejętność czytania nie tylko przepisów, lecz także rzeczywistości, w której te przepisy działają.
Ciekawość każe pytać: „Dlaczego właściwie uznajemy to za oczywiste?”. Krytyczne myślenie pomaga sprawdzić źródło, ocenić argument i nie bać się powiedzieć „nie wiem”. A intelektualna pokora przypomina, że prawo bardzo rzadko daje nam komfort jednej bezdyskusyjnie poprawnej odpowiedzi. Dobry prawnik powinien więc potrafić spojrzeć nie tylko na ustawę, ale też na reklamę, obraz, zachowanie ludzi w przestrzeni publicznej czy nową technologię i zapytać: „Jaka norma się tutaj ukrywa?”
Ważna jest też umiejętność łączenia różnych światów. Prawnik przyszłości nie powinien bać się technologii, socjologii, psychologii, filozofii ani sztuki. Najciekawsze problemy prawne bardzo często nie wiedzą, że powinny trzymać się granic jednej dyscypliny.
Dlaczego – Pani zdaniem – połączenie praktyki zawodowej z działalnością naukową jest ważne dla studentów?
Bo teoria bez kontaktu z rzeczywistością może być bardzo elegancka, ale trochę bezbronna. Z kolei praktyka bez refleksji łatwo zamienia się w: „robimy tak, bo zawsze tak robiliśmy”. Najciekawiej robi się wtedy, kiedy teoria i praktyka zaczynają zadawać sobie niewygodne pytania: praktyka pyta „czy to w ogóle działa?”, a nauka „dlaczego właściwie robimy to właśnie tak?”
Sama funkcjonuję na styku pracy naukowej, dydaktyki i zarządzania jakością kształcenia, więc bardzo wyraźnie widzę, jak potrzebne są obie perspektywy. Chciałabym, żeby student nie wychodził z uczelni wyłącznie z odpowiedzią na pytanie „jak to zrobić?”, ale również z odruchem: „dlaczego robimy to właśnie tak – i czy da się zrobić to lepiej?”
Co poza działalnością naukową lub zawodową inspiruje Panią na co dzień?
Najbardziej inspirują mnie chyba rzeczy, które na pierwszy rzut oka wyglądają zupełnie niepozornie: obraz w muzeum, rozmowa z dzieckiem, fragment książki, ubranie, gest, reklama czy scena zaobserwowana na ulicy.
Mam tę zawodową przypadłość, że bardzo szybko zaczynam patrzeć na nie przez pryzmat pytań prawnych i społecznych. Widzę człowieka w określonym stroju i zastanawiam się, co właściwie odczytujemy z jego wyglądu. Widzę obraz i zaczynam myśleć o władzy, normach albo wykluczeniu. Mój mózg nie jest szczególnie dobry w braniu urlopu od zadawania pytań.
Bardzo dużo daje mi też patrzenie na świat razem z moim synem. Dzieci mają fantastyczną zdolność zadawania pytań, których dorośli już nie zadają, bo gdzieś po drodze nauczyli się, że pewne rzeczy „po prostu są”. I chyba właśnie dlatego dziecięce „ale dlaczego?” jest mi tak bliskie także naukowo. Bo w nauce często najciekawsze okazuje się nie samo znalezienie odpowiedzi, ale zauważenie, że coś, co wszyscy uznali za oczywiste, wcale takie oczywiste nie jest.
Zagłosuj na dr Agnieszkę Sobieską w plebiscycie Wykładowca Roku 2026
Ciekawość, krytyczne myślenie i umiejętność spojrzenia na prawo z różnych perspektyw to wartości, które dr Agnieszka Sobieska przekłada na swoją pracę ze studentami. Wykorzystując niekonwencjonalne metody dydaktyczne, zachęca ich do zadawania pytań, samodzielnego wyciągania wniosków i poszukiwania rozwiązań.
Jeśli cenisz jej kreatywne podejście do nauczania oraz zaangażowanie w rozwój studentów, oddaj swój głos w plebiscycie Wykładowca Roku 2026.




